Randomowe zwiedzanie Manili / Random sightseeing in Manila

Często słyszałam i czytałam, że wiele osób uwielbia Filipiny, ale nie lubi Manili – stolicy kraju. Zastanawiałam się, czy różnica jest aż tak widoczna, żeby stawiać swoje sympatie po dwóch przeciwnych biegunach i po zaledwie jednodniowej wizycie mogę stwierdzić, że tak, jest ogromna. Osobiście nie mogę powiedzieć wprost, że Manili NIE LUBIĘ, raczej mam do niej zupełnie neutralny stosunek, ale nie jest miastem, do którego z przyjemnością chcę pojechać jeszcze raz.

Na wstępie kilka faktów z Wikipedii. Manila nie jest najbardziej zaludnionym miastem Filipin, jest nim Quezon, stolica kraju do 1976 roku, które liczy sobie ponad 2mln 700tys mieszkańców. Manila zajmuje drugie miejsce z populacją 1mln 650tys osób, a razem z Quezon i miliardem innych miast tworzą region stołeczny nazywany potocznie Metro Manila, który, mając prawie 12 mln mieszkańców, zajmuje zaszczytne siódme miejsce na liście najbardziej zaludnionych metropolii azjatyckich i jedenaste miejsce na świecie. Powierzchniowo wygląda to tak, że Quezon jest kilka razy większe od Manili, a Cebu, inne duże miasto które odwiedziliśmy, wg Wikipedii jest większe nawet od Quezon, ale jakoś zupełnie nie ma się takiego wrażenia. Wręcz przeciwnie, po Cebu wszędzie chodziliśmy z buta, a w Manili nie dało się nie używać komunikacji miejskiej na pewnych odcinkach. Budynki też zupełnie inne – w Cebu raczej niska zabudowa, wieżowce tylko w ścisłym centrum, a Manila to metropolia z prawdziwego zdarzenia. Jeśli chodzi o populację, Cebu zajmuje piąte miejsce w kraju.

I often read and heard that many people love Philippines, but don’t like Manila – the capital of the country. I was wondering, if the difference is really so visible to put one’s likeliness on the opposite sides and after just one-da visit I can say that yes, it’s huge. Personally I can’t say I DON’T LIKE Manila, my attitude is rather totally neutral, but it’s not the city I’d love to come back.

At the beginning, some Wikipedia’s facts. Manila isn’t the most populated city in the Philippines, number one is Quezon, the capital city until 1976, with the population of 2mln 700 thousands inhabitants. Manila is number two with 1 mln 650 thousands people and together with Quezon and dozens of other cities makes the national capital region called Metro Manila which, having almost 12 mln inhabitants, is in the honorable 7th place on the list of the most populated metropolis of Asia and 11th in the world. As for area, Quezon is few times bigger than Manila and Cebu, other big city we visited, according to Wikipedia is bigger even than Quezon, but I had an opposite impression. In Cebu we were walking all the time and in Manila it was impossible not to use city transport in some places. Buildings are totally different as well – rather short in Cebu, skyscrapers only in the center, while Manila is a real metropolis. As for population, Cebu is 5th in the country.

Stolica z rozmachem. / Capital city in a full scale.

Stolica z rozmachem. / Capital city in a full scale.

Takie tam wybrzeże. / On the coast.

Takie tam wybrzeże. / On the coast.

Takie tam, że jednak syf. / It's dirty though.

Takie tam, że jednak syf. / It’s dirty though.

No i tak sobie lecieliśmy do tej Manili, czytaliśmy przewodnik i tak się zastanawialiśmy, co tam właściwie jest do zobaczenia. Wyglądało na to, że nic ciekawego:d Do wielu miejsc też nie poszliśmy celowo, bo nie uznaliśmy ich za szczególnie interesujące, tylko tak sobie chodziliśmy leniwie, próbując poczuć atmosferę miasta, ale albo nam nie wyszło, albo tam nie ma żadnej szczególnej atmosfery, przynajmniej w miejscach polecanych. Bo takich fajnych nie polecanych trochę znaleźliśmy, ale o tym za chwilę. Najpierw rzućmy okiem na listę polecanych miejsc – taka tam kompilacja z papierowych przewodników i Internetu:

So we were going to Manila, reading guide book and wondering if there’s anything worth seeing there. It didn’t seem so:d To many places we didn’t go on purpose as we didn’t find them interesting enough, so we were just walking around, trying to feel the atmosphere of the city, but either we failed, or there’s no special atmosphere there, at least in the recommended places. We found some nice not-recommended spots, described below. At first, let’s try to look through the list of the recommended places – compilation from paper guide books and the Internet:

1) Stare Miasto nazywane Intramuros. Na jego terenie znajduje się Katedra, Fort Santiago i budynki w hiszpańskim stylu. Osobiście nie wywarło na mnie żadnego wrażenia. Budynki same w sobie mało interesujące, w dodatku brudne i zaniedbane, wiele wręcz rozlatujących się, atmosfera nijaka, katedra jak katedra, do Fortu Santiago nie dotarliśmy, bo przyszła ulewa i uciekliśmy. Samo wejście na teren starego miasta jest dość interesujące, bo jest otoczone potężnym, starym murem i ma się wrażenie, że wchodzi się jakby do oddzielnej części miasta. Ale nie dorównuje oczekiwaniom, niestety.

The Old Town, called Intramuros. Within it there’s The Cathedral, Fort Santiago and Spanish-style buildings. Personally, it didn’t impress me. Buildings themselves aren’t so interesting, also they’re dirty and neglected many of them were about to collapse, vague atmosphere, ordinary cathedral and finally we didn’t make it to Santiago Fort, because it started raining cats and dogs so we ran away. The entrance is kind of interesting, as the Old Town is surrounded with the huge, old wall and you have the impression like entering to the separate part of the city. But it doesn’t meet the expectations though.

Katedra w Manili / The Manila Cathedra

Katedra w Manili / The Manila Cathedral

W środku / Inside

W środku / Inside

Ukryty Starbucks niedaleko muru:d / Hidden Starbucks near the wall:d

Ukryty Starbucks niedaleko muru:d / Hidden Starbucks near the wall:d

2) Chinatown i chiński cmentarz. Nie poszliśmy. Naoglądaliśmy się w życiu wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że Chinatown w różnych częściach świata się generalnie takie same, poza tym nie pałamy miłością do chińskiej kultury, a ja dodatkowo do chińskiej kuchni. Jedynie ten cmentarz mnie trochę zainteresował, więc pewnie poszlibyśmy, gdybyśmy mieli więcej czasu.

Chinatown and Chinese cemetery. We didn’t go. We’ve already seen enough Chinatowns to know that they look almost the same, also we’re not burning with love towards Chinese culture and I’m not into Chinese cuisine. Only the cemetery I found quite interesting, so if we’d had more time we would have gone there probably.

3) Kościoły, muzea, kościoły, więcej muzeów. Nie poszliśmy.

Churches, museums, churches, more museums. Didn’t go.

4) Park Rizal, usytuowany niedaleko starego miasta. Dość spory i ładny, ale nie powiedziałbym, że jest to coś unikalnego do zwiedzania na Filipinach. Na jego terenie znajduje się też podobno, wg przewodnika, ogród w stylu chińskim i ogród w stylu japońskim. Tak, już biegnę, po to przyleciałam na Filipiny^^

The Rizal Park, situated near The Old Town. Quite big and nice, but I wouldn’t say it’s something unique to visit in Philippines. According to the guide bok there are Japanese and Chinese style gardens inside. Exactly, this is what I came to Philippines for^^

5) Liczne centra handlowe. Do jednego weszliśmy w poszukiwaniu taniej szamy i bankomatu, dwa kolejne widzieliśmy z zewnątrz. Są o tyle przydatne, że można się trochę ochłodzić w klimatyzowanym wnętrzu i o tyle interesujące, że są naprawdę drogie, wielkie i zbudowane z rozmachem, zupełnie nie pasują do panującej na ulicach biedy. Dzięki takim miejscom wyraźnie widać, jak bardzo rozwarstwione jest filipińskie społeczeństwo, o czym pisałam wcześniej, ale znowu: centra handlowe nie są czymś, czego nie zobaczy się gdzie indziej.

Numerous shopping malls. We entered to one in search of cheap food and ATM, two more we saw from the outside. They’re air conditioned so useful for taking a break from the heat and because they’re really huge and modern they allow you to realize the social inequalities of Filipino society, they don’t match to the poverty on the streets. But again, shopping malls aren’t something unique that you can’t see elsewhere.

6) Walki kogutów. Yyyy… nie.

The cockfights. Ekhm… nope.

7) Przejazd jeepneyem. Zaliczone, nie tylko w Manili i szczerze polecam. Na pewno bardziej opłacalne i mniej stresujące niż taksówki, które w Manili są dużym wyzwaniem. Poza tym po Manili kursują pociągi, podobne do tych w Bangkoku, bo tory biegną powyżej poziomu ulicy. Tylko dworce nie dorównują tajskiej stolicy, bo te w Manili są po prostu mniejsze, brudniejsze, biedniejsze, a o klimatyzacji nie ma co marzyć, nawet na stacji centralnej.

Riding a jeepney. Done, not only in Manila and highly recommended. For sure more affordable and less stressful than taxis which are a kind of challenge in Manila. There’re also trains in Manila, similar to the Bangkok’s ones, because the railway is above the road level. Only the stations are worse than in Thai capital, the Manila’s ones are smaller, poorer, more dirty and you can forget about air-con, even at the central station.

Tory jak Bangkoku. / Railways like in Bangkok.

Tory jak Bangkoku. / Railways like in Bangkok.

W środku / Inside

W środku / Inside

Rozkład stacji na bilecie. Miło z ich strony. / Stations order on the ticket. Very kind of them.

Rozkład stacji na bilecie. Miło z ich strony. / Stations order on the ticket. Very kind of them.

Ostatni pociąg co do sekundy:d / Last train to the second:d

Ostatni pociąg co do sekundy:d / Last train to the second:d

8) Lokalne markety. To jest akurat część lokalnego folkloru, którą bardzo lubię, ale zwiedzanie marketów odbyliśmy nieco niezgodnie z rekomendacjami. Najbardziej popularny wydaje się być market ukierunkowany na owoce morza, który działa tak, że najpierw sobie człowiek kupuje rybcię czy innego kalmara, a potem idzie z takimi surowymi zakupami do jednej z knajpek, otaczających market i tam dostaje przygotowany obiad z tego żyjątka. Nie wiem, czemu nie poszliśmy, może dlatego, że zupełnie przypadkiem znaleźliśmy inny market, przy stacji kolejki Baclaran, końcowej dla linii nr 1. Najlepsze w nim było to, że znajdował się dokładnie POD stacją – widać na zdjęciach – i rozciągał daleko poza teren stacji. Sprzedawano na nim wszystko, od lokalnej szamy, przez perfumy i okulary przeciwsłoneczne, po ciuchy i przedmioty codziennego użytku. Atmosfera bardzo lokalna, bardzo przyjazna, a ceny za podrabiane Vansy czy Ray Bany niższe niż gdziekolwiek wcześniej widziałam w Azji :D

Local markets. That’s the part of the folclore I like a lot, but we made the market-hopping in a different way that recommended. The most popular seems to be the seafood market where you buy a fish or other squid and then you take your raw shopping items to the one of the nearby restaurants to get it prepared. I don’t know why we didn’t go there, probably because we found the other market, totally by accident, near the Baclaran station at the end of Line 1. The best thing about it was its location, directly UNDER the station – look at the photos – and was spreading far beyond the station’s area. There were everything there, local food, perfumes, sunglasses, clothes and items of everyday use. Very local and very friendly atmosphere and prices for fake Vans or Ray Bans were lower than anywhere in Asia I’ve seen before :D

Jeepneyem przez środek? Czemu nie. / By jeepney through the middle? Why not.

Jeepneyem przez środek? Czemu nie. / By jeepney through the middle? Why not.

Inną ciekawostką jest okolica, w której się zatrzymaliśmy – między wybrzeżem a stacją Quirino. Nie mieliśmy pojęcia, ale jest to dzielnica japońsko-koreańska, jedyne sklepy to takie z japońskimi i koreańskimi produktami, a jedyne knajpy to takie z japońską i koreańską szamą. Z oczywistych względów nie spędzaliśmy tam za bardzo czasu, aż do wieczora, kiedy spotkaliśmy się z naszym znajomym lokalsem i okazało się, że wtedy dzielnica robi się głośna i tłoczna, oprócz wspomnianych wyżej narodów pojawiają się obcokrajowcy wszelkiego typu, nawet w knajpach japońskich serwują filipińskie alkohole i jedzenie, w wielu można posłuchać muzyki na żywo, nie brakuje też klubów. Słowem, dobry night life:) Zrobiłam mały research już po fakcie, wygląda na to, że największe Japantown w Manili jest położone nieco bardziej na zachód, w dzielnicy Makati.

The neighbourhood we stayed in, between the coast and Quirino station, is also kind of interesting. We didn’t know about it, but there’s a Korean and Japanese Town there, so only Korean and Japanese shops and restaurants. For the obvious reasons we didn’t spend much time there until evening when we met our local friend and then it became really noisy and crowded there, many foreigners came, we realized that even in Japanese-style restaurants you can eat Filipino food, in many bars you can listen to live music, there are some night clubs as well. So a really good night life:) I’ve made a small research and it seems that the biggest Japantown in Manila is situated more on the west, in Makati district.

Podsumowując, mam wrażenie, że w Manili jest mnóstwo ukrytych perełek, na które można się przypadkiem natknąć, dlatego pojechać warto, ale chyba nie warto poświęcać na to miasto zbyt dużo czasu. Filipiny nie ograniczają się do Manili i poza stolicą mają naprawdę wiele do zaoferowania.

To sum up, I have the impression that there’s plenty of hidden spots in Manila, waiting to be discovered, so it’s worth going there but I think spending too much time there is a kind of waste. Philippines are not only Manila and outside the capital they have really a lot to offer.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s