Son of a beach. Panglao.

Zastanówmy się, jaki jest główny powód wyjazdu na Filipiny. Może to, że Manila jest piękną, bezpieczną stolicą, którą można zwiedzać tygodniami? Nie, zdecydowanie nie. Może temperatury, nie spadające w dzień poniżej 30 stopni? Hmm, nie do końca. A może to, że od rana można pić lokalne bro – schłodzonego San Miguela, leżąc gdzieś pod palmą na hamaku? Coraz lepiej. Dodajmy do piwa i palmy jeszcze jedne z najpiękniejszych plaż na świecie, czyste morze, biały piasek, szum fal i oto mamy odpowiedź, co najlepszego Filipiny mają do zaoferowania:)

Jak się okazało na etapie planowania, filipińskie wyspy dzielą się na przeznaczone dla nurków i przeznaczone dla surferów. Panglao jest z tych nurkowych, bo otoczona jest licznymi atolami i rafami koralowymi, surferów natomiast odsyłam gdzie indziej, bo fale są tak symboliczne, że nawet mój kot by się nie utopił (a mógłby, paskuda jedna). Następnie z cyklu „co się okazało”, tylko że tym razem już na miejscu, północne i południowe wybrzeża są zupełnie od siebie różne. Najsłynniejsza plaża na wyspie, Alona, jest położona po stronie południowej i faktycznie jest plażą reprezentacyjną, jak z katalogu biura podróży. Natomiast na północy wybrzeże jest skaliste, strome, tam mieszkają lokalsi i nie ma nawet jednej głupiej knajpy, gdzie można by coś oszamać, a na stronę południową jedzie się 15 minut moto taxi. I tak się złożyło, że pozbawieni tej wiedzy zarezerwowaliśmy sobie nocleg właśnie po stronie północnej :D Co samo w sobie nie było takie złe, codzienne przejazdy na Alonę i z powrotem nie uderzyły nas znacząco po kieszeni, a mieliśmy dla siebie uroczą, malutką chatkę z prywatną łazienką, w ciszy i spokoju, z bezpośrednim dostępem do morza, tylko że ów dostęp zakładał bardziej możliwość skakania z klifu do wody niż plażowanie.

Let’s try to think what is the main reason to go to Phillipines. Maybe the fact that Manila is a beautiful, safe capital city, where you can do sightseeing for weeks? Nope, definitely nope. Maybe the temperatures that don’t drop below 30 degrees? Hmm, not really. Or maybe that you can drink local beer – cold San Miguel, lying somewhere under the palm tree on the hammock? Better. Let’s just add to the beer and palm tree one of the most beautiful beaches in the world, clear see, white sand, the sound of waves and here we have the answer, what is the best that Phillipines may offer:)

What we found out while planning is that Filipino islands may be divided into diving and surfing ones. Panglao is a diving one, surrounded by atolls and coral reefs, but for surfers I recommend other location, as the waves here are tiny, even my cat wouldn’t drown (I wish he would though). What else we found out, but this time when we’d already been there, southern and northern coasts are totally different. The most famous beach on the island, Alona Beach, is situated on the south and it really looks like from the tourist agency’s catalogue. The northern coast, however, is rocky, steep, only locals live there and there’s not a single bar to eat something. It takes 15 minutes by moto taxi to the southern coast. And it happened that we, who didn’t know about it, booked our accommodation on the northern side :D It wasn’t so bad after all, as going to Alona and back every day wasn’t so expensive and we stayed in a charming little hut with private bathroom, in a calm and quiet surrounding and direct access to the sea, but our access was more about jumping from the cliff than lying on the beach.

Takie tam nic w pobliżu naszej chatki. / Just nothing within easy reach from our hut.

Pierwszy zachód słońca nad morzem. / First sunset at the sea.

Wyspa po stronie Alony jest zupełnie inna. Miliardy knajp, ludzi, drogich hoteli i agencji turystycznych. Ale w 90% przypadków miejscówki turystyczne nie zostają nimi bez powodu i tak też jest w przypadku Alony – plaża jest naprawdę przepiękna. Tylko ceny zabójcze. O ile w pozostałych odwiedzonych przez nas lokalizacjach ceny były prawie takie jak w Japonii, to tam były zupełnie takie jak w Japonii. No cóż.

The Alona’s side of the island is totalny different. Dozens of restaurants, people, expensive hotels and tourist agencies. However, 90% of typical tourist spots have became such for a reason and same is with Alona – the beach is really beautiful. Only prices may kill. If prices in other places we visited were almost as high as in Japan, there they were exactly the same high. Well, well.

Drugi zachód słońca nad morzem. / Second sunset at the sea.

A może by tak szama na plaży? / How about dinner at the seaside?

Zdecydowanie polecam Reggae Bar na Alonie – happy hours od 10 rano do 22, super pozytywni pracownicy, super pozytywna muzyka, w dodatku usytuowany nad samym morzem:) Chodziliśmy codziennie przynajmniej raz.

I kindly recommend Alona’s Reggae Bar – happy hours from 10 am to 10 pm, super positive staff, super positive music, also it’s located directly near the sea:) We were going there everyday at least once.

Zielono-żółto-czerwona reggae palma:) / Green, yellow and red reggae palm tree:)

Drink z parasolką czyli 120% wakacji w jednym zdjęciu / Umbrella drink – 120% of holidays in one picture

I żeby nie było, że my tam tylko ciągle leżeliśmy i piliśmy, skusiliśmy się na półdniową wycieczkę łódką, w programie była obserwacja delfinów, snorkelling i Virgin Island. Pierwszy punkt programu akurat mi się nie podobał, bo z delfinów widziałam tylko kawałek ogona przez 2 sekundy, natomiast oprócz nas było jeszcze jakieś 10 innych wycieczek na 10 innych łódkach i ta cała flota goniąca kilka biednych delfinów to nie był przyjemny widok. A głupie turysty rzucały się z jednego końca łódki na drugi, żeby sfotografować możliwie najbardziej wystający kawałek ogona. Ja się nie rzucałam, zdjęć nie ma. Potem dotarliśmy do wyspy Balicasag, gdzie był przewidziany snorkelling. Jej, jak tam jest ładnie! I nad wodą i pod wodą:) A na Virgin Island, ostatni punkt programu, wejść nie można, ale można się potaplać w wodach atolu, otaczającego wyspę. Tam też było prześlicznie, zdjęcia nie oddają całego uroku! I tyle by było z plażowania. Zmiana otoczenia, lecimy do Manili.

I want to put it clearly – we weren’t just lying and drinking everyday. We went for a half-a-day trip by boat, it was about watching dolphins, snorkeling and going to Virgin Island. I didn’t like the first part, because I could see only a doplhin’s tail for 2 seconds and there were also about 10 other tours on 10 other boats and this whole fleet was following few poor dolphins and it wasn’t a pleasurable view. And all the stupid tourist were rushing from one side of the boat to another to make the best picture of the dolphin’s tail. I wasn’t rushing, so no photos. Then we arrived to Balicasag Island, where we could snorkel. Yay, it’s so beautiful there! Both above and under the water surface:) And the last one Virgin Island, where you can’t enter, but you can soak yourself in the atoll surrounding the island. It was sooo charming there as well, much more than you can see in the photos! And well, the beach adventure was over. Let’s change the scenery, let’s go to Manila.

Takim stateczkiem sobie płynęliśmy. / Our boat.

Balicasag ołwerwju / Balicasag overview

Balicasag to już prawie jak Bali;) / Balicasag is almost like Bali;)

Zdjęć ze snorkelingu nie ma, są korale na plaży. / No photos of snorkelling, but some corals on the beach instead.

Virgin Island

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s