5 zaskakujących faktów na temat Filipin / 5 surprising things about Philippines

Witam serdecznie po długiej przerwie. Dziś trochę o mojej majówkowej destynacji – Filipinach. Moje azjatyckie doświadczenie do tej pory ogranicza się do Tajlandii, Kambodży i Birmy, dlatego przed podróżą patrzyłam na Filipiny przez pryzmat tych trzech krajów, licząc na bardzo podobne doświadczenia. Rzeczywistość jednak często okazuje się odbiegać od oczekiwań i tak też było tym razem. Przez rzeczy „zaskakujące” mam na myśli takie, które odróżniają Filipiny od krajów typowego szlaku backpackerskiego po Azji Płd-Wsch (Tajlandia-Kambodża-Laos-Wietnam, bo Birma to nieco inne klimaty) i niektóre z nich na pewno wpływają na to, że niezależnych podróżników nie ma tam zbyt wielu.

Welcome back. Today about my May’s holiday’s destination – Philippines. My Asian travel experience is limited to Thailand, Cambodia and Myanmar so far, so before going there I was looking at Philippines through my previous travels and I was expecting quite similar experience. Reality, however, often happens to be far from expectations and so it was this time. By ‘surprising’ I mean what is different between Philippines and countries of a typical backpackers’ SE Asian trial (Thailand-Cambodia-Lao-Vietnam, as Myanmar is the other story) and some of them are for sure the reasons, why there are not so many backpackers there.

Po pierwsze – ceny. Filipiny są DROGIE, koszty podróży po kraju można porównywać bardziej z Japonią niż z super tanią Kambodżą. Przykładowo – 1 noc w pokoju dwuosobowym w dowolnej części Kambodży czy Tajlandii przeciętnie nie przekracza 10 usd, w Birmie 2 razy tyle, w Japonii i na Filipinach – 3 albo 4 razy tyle. Wyżywienie również porównywalne z Japonią, nieważne czy mówimy o zakupach w supermarkecie czy o obiedzie w restauracji. Okazało się, że najlepiej stołować się w food courtach w galeriach handlowych, bo tam można spróbować typowych lokalnych dań po stosunkowo niskiej cenie. Na transporcie można oszczędzić, ale to wymaga nieco kombinowania, wysiłku i odporności na niewygody, bo wiąże się z używaniem lokalnych środków transportu. Najłatwiej oczywiście poruszać się taksówkami, ale trzeba niezwykle uważać, żeby nie zostać oszukanym. Kierowcy niechętnie używają licznika, ewentualnie często są one rozregulowane i pokazują wyższą kwotę niż się w rzeczywistości należy, szczególnie w Manili jest się narażonym na nieprzyjemności ze strony taksówkarzy. W przypadku taksówek niestandardowych (motocykli i trycykli, nie ma tuk-tuków!) obowiązuje podstawowa zasada, żeby negocjować cenę kursu przed jazdą i zawsze zbijać cenę podaną przez kierowcę, bo obcokrajowiec = chodzący bankomat i zawsze początkowa kwota będzie sporo zawyżona. W naszym przypadku sprawdził się poniższy patent:

My: „Jak to 100 peso?! Wczoraj przejechaliśmy tą samą trasę za 70”

Kierowca: „…no dobra”

:D

Jeszcze jedno. Warto pilnować, żeby mieć dokładnie wyliczoną kwotę w drobnych pieniądzach, bo co z tego, że stargujemy cenę przejazdu ze 100 peso do 70, skoro przy płatności banknotem 100 peso kierowca nie będzie miał reszty. NIGDY nie będzie miał – to jest taksówkarz, a tu jest Azja.

Jeszcze jedna ciekawostka, wymagająca trochę wprowadzenia teoretycznego. Cebu jest nazwą wyspy, a jednocześnie nazwą największego miasta na tejże wyspie, natomiast lotnisko obsługujące miasto Cebu nazywa się Mactan-Cebu, bo jest położone na sąsiedniej wyspie Mactan, połączonej z miastem Cebu mostem. Zazwyczaj trasę z miasta Cebu na lotnisko (i vice versa) pokonuje się taksówką za 200-300 peso, ale jak się skorzysta z lokalnego jeepneya (o nich więcej za chwilę) i promu to transport wyniesie łącznie 20 peso. Magia?

To begin with, prices. Philippines are EXPENSIVE, travel expenses are rather to be compared with Japan than super-cheap Cambodia. For example – 1 night in 2ppl room in every part of Cambodia or Thailand is often less than 10 usd, in Myanmar twice as much, in Japan and Philippines – 3,4 times more. Cost of food is also similar to Japan, no matter if it’s supermarket shopping or dining in a restaurant. We found out that the best for eating out are food courts in shopping malls, where you can try local dishes for relatively low price. Cost of transportation may be cut, but it demand some effort and resistance to discomfort, as is connected with using local means of transport. The easiest way is of course using the taxis, but one must be really careful not to be ripped off. Drivers are quite reluctant to use meters, or the meters are set incorrect and display the higher price, especially in Manila it’s difficult to find a passenger-friendly taxi. When you use not typical taxis (motos and tricycles, no tuk-tuk here!) there’s one general rule to negotiate the price before riding and try to lower the price suggested by the driver because foreigner = walking ATM and the first offer would be always quite overpriced. We worked out the following method:

We: “100 peso, are you kidding?! Yesterday we paid 70 for the same route”

Driver: “…ok, let it be”

:D

Once more. Try to have an exact sum of money with you as even if you bargain to 70 peso and then pay with 100 peso note, driver won’t have a change. He’d NEVER have it – he’s a taxi driver and here’s Asia.

One more fun fact, but needs some theoretical introduction. Cebu is the name of the island and at the same time the name of the biggest city of this island, but the airport operating Cebu City is called Mactan-Cebu, because is located on the Mactan Island which is connected with the Cebu City with a bridge. Usually travelers use a taxi for 200-300 peso to get from the airport to Cebu City (and vice versa), but if you take a local jeepney (more about them below) and a ferry, transportation cost would be altogether 20 peso. Magic?

Po drugie, co poniekąd wynika z pierwszego, filipińskie społeczeństwo jest ogromnie rozwarstwione. Z jednej strony nowoczesne centra handlowe ze sklepami zachodnich marek i europejskimi delikatesami, a zaraz obok slumsy, gdzie ludzie żyją za dolara dziennie. Ludzie śpiący na chodnikach nie są niezwykłym widokiem. Wielu lokalsów wypoczywa w nadmorskich resortach, gdzie ceny są wielokrotnie zawyżane, ale wystarczy oddalić się kilka kilometrów od plaży, żeby zobaczyć dzieciaki żebrzące na ulicach. Zobaczyć i poczuć na własnej skórze, bo te małe bestie łapią ludzi za ręce, próbują sięgać do kieszeni i wcale nie jest łatwo się ich pozbyć.

(Przepraszam, ale ja bardzo bardzo nie lubię dzieci. Wszystkich.)

Nie twierdzę, że w innych krajach Azji nie ma nierówności społecznych, ale jednak tam, gdzie generalnie koszty utrzymania są niższe, na przykład w Tajlandii, te nierówności są widoczne, ale nie szokujące. A na Filipinach kontrast między bogatymi i biednymi aż kłuje w oczy.

Second thing, which is connected with the first one in a way, the society of the Philippines is significantly unequal. There are modern shopping malls with expensive western brand’s shops and right next to them the slums where people live for less then 1usd daily. People sleeping on the streets are not unusual to see. Quite a lot of locals spend holidays in the seaside resorts where everything is overpriced, but if only you move a few kilometers from a beach, you can see kids begging on the street. Actually you can see them and feel them, as these little beasts catch people’s hands, try to reach the pockets and it’s really difficult to get away from them.

(I’m sorry, but I really really don’t like children. All of them.)

Of course also in other Asian countries there are social inequalities, but if the general living expenses are quite low, for example in Thailand, these inequalities are visible, but not shocking. And in the Philippines the difference between rich and poor is significant.

Po trzecie, transport. Filipiny składają się z ponad 7000 wysp, między którymi można podróżować promami lub samolotami. Samoloty są oczywiście szybsze i wygodniejsze, ale znacząco podnoszą koszty podróży, nie tylko przez same ceny biletów, ale też przez konieczność transportu na i z lotniska. Dlatego my zdecydowaliśmy się tylko na jeden lot krajowy, z Cebu do Manili, ale niestety już na miejscu okazało się, że promy wcale nie są takie niezawodne i musieliśmy zmodyfikować plan na rzecz bycia dłużej w jednym miejscu. Dlatego ostatecznie nasza trasa ograniczyła się do trzech miejsc:

filipiny trasa

Bardzo chcieliśmy zwiedzić jeszcze jedną wyspę i rozpatrywaliśmy (zaznaczone na niebiesko) Camiguin albo Siquijor, ale promy kursują często albo 1 dziennie o beznadziejnej godzinie, albo tylko w niektóre dni tygodnia, albo z jakiegoś oddalonego portu, droga do którego zajmuje mniej więcej tyle czasu co sam rejs. Także wiedza na przyszłość – trzeba mieć naprawdę dużo czasu na Filipiny, żeby móc się po nich swobodnie poruszać promami. Bilety na rejsy weekendowe warto rezerwować z wyprzedzeniem. Z powrotem do Cebu byliśmy zmuszeni jechać dużo droższą klasą biznes, bo tańsze bilety były wyprzedane, a my nie mogliśmy sobie pozwolić na rejs następnego dnia, bo mieliśmy samolot z Cebu wcześnie rano. Kolejna nauczka na przyszłość.

W obrębie wyspy można się poruszać autobusami albo jeepneyami – pamiątką po amerykańskiej okupacji. Są to pojazdy przeznaczone na 15 osób, ale jak próbowałam liczyć pasażerów, gdy jechaliśmy w największym ścisku, wyszło mi prawie 40:) Pięcioosobowa rodzina na jednym motorze też nikogo tu nie dziwi. Opłata za przejazd jeepneyem wynosi od 8 do 20 peso na dłuższych dystansach, a płaci się bezpośrednio u kierowcy. Gdy siedzimy daleko od kierowcy, podajemy pieniądze pasażerowi obok, on podaje do kolejnego i do kolejnego, aż pieniądze dotrą do kierowcy. Ewentualna reszta wraca w ten sam sposób. Poza Manilą, gdzie przystanki są z góry ustalone, jepneey zatrzymują się na żądanie. Wystarczy puknąć w dach, gdy chce się wysiąść. Trasa jest jedną wielką niewiadomą, więc na początku podróż metodą „na lokalsa” sprawia trochę problemów, ale wystarczy odpowiednio podpytać i wszystko staje się jasne. Ludzie są bardzo uprzejmi, wszyscy mówią dobrze po angielsku i chętnie wytłumaczą, do którego jeepney wsiąść i gdzie wysiąść. Polecam!

The third thing, transportation. Philippines are the country of over 7000 islands between which you can travel by plane or ferry. Planes are faster and more comfortable of course, but they cost you much more, not only because of tickets, but also you need to get to and from the airport every time. This is why we decided only for one domestic flight, from Cebu to Manila, but unfortunately ferries occurred not to be so reliable and we had to modify our plans to be longer in one place. So finally our route was limited to 3 destinations (look at the map above).

We wanted to visit one more islands and were thinking about Camiguin or Siquijor, but ferries often run once daily at inconvenient hour, or only few days a week, or from some port in a distance which takes the same time to get there as the cruise itself. So what we learned for the future – you really need a lot of time for Philippines to easily travel by ferries. And it’s worth to book tickets for the weekend cruises in advance. Back to Cebu we had to take a very expensive business class, because the economy was already sold out and we couldn’t take the next day’s ferry as we had our flight very early in the morning. Another lesson for the future.

Within the islands you can travel by buses or jeepneys – kind of souvenir after American occupation. There are vehicles designed to carry 15 passengers, but when I tried to count them when we were riding the most crowded one, there were almost 40 ppl:) 5ppl family riding one motorbike is nothing surprised as well. One ride on jeepney cost between 8 and 20 peso on longer routes and you pay directly to the driver. If you’re sitting quite far from the driver, you pass the money to the passenger next to you, he passes it to the person next to him, and next, until the money reach the driver. If there’s a change, it comes back the same way. Apart from Manila, where stops are decided, all jeepneys have stops on demand. You just need to knock the roof if you want to get off. The route isn’t written anywhere, so at the very beginning travelling local style may be troublesome, but just ask people. Everybody’s very kind, can speak English and will explain you which jeepney you should enter and where you should get off. Recommended!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Klasa ekonomiczna, open-air / Economy class, open-air

Klasa biznes. Myślałam, że zamarznę od klimatyzacji. / Business class. I was freezing to death because of air con.

Trycykle  / Tricycles

Poniżej galeria kolorowych jeepney: / Below the photo galery of colorful jeepneys:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kolejna sprawa to jedzenie. Na Filipinach rządzą fast foody. Obok międzynarodowych gigantów typu McDonald, Burger King czy Pizza Hut na każdym kroku jest jakaś lokalna sieciówka, na czele z Jollibee, które pojawia się regularnie co około 200 metrów. Street food niestety nie zachwyca różnorodnością – do wybory smażona kura, smażona lub suszona ryba, orzeszki ziemne albo lody. I świeży sok z ananasa:) Na ulicy natomiast nie napijemy się szejka z mango – trzeba iść do lokalu, ani przepysznej azjatyckiej kawy mrożonej ze skondensowanym mlekiem – tej nie ma w ogóle. Zdziwiły mnie liczne piekarnie, w tym wiele otwartych całą dobę. Lokalne słodycze są robione głównie z kokosa i ube – słodkiego, fioletowego ziemniaka. Zwyczaje żywieniowe odbijają się na sylwetkach Filipińczyków, którzy, no cóż, są dość okrągli jak na standardy azjatyckie.

Reprezentacyjne dla typowej kuchni filipińskiej są dania z owoców morza i kurczaka. Smaki raczej łagodne, dominują potrawy smażone i grillowane. Jako że zerwałam z wegetarianizmem około miesiąca temu, to grillowaną kurą zajadałam się codziennie i chyba najmilej ją wspominam^^

Next thing is food. Philipines are the fast food empire. There are of course international giants like McDonald, Burger King or Pizza Hut, but even more some local chain restaurants with leading Jollibee which can be spotted every 200 meters. Unfortunately street food’s variety is far from impressive – fried chicken, fried or dried fish, peanuts or ice-cream. And fresh pineapple juice:) No way to drink mango shake from the stall on the street though – you must order in some bar, same with the best ever asian style ice coffee with condensed milk – it doesn’t exist here at all. I was surprised by the huge number of bakeries, many of which are opened 24h. Local sweets are made mainly with coconut and ube – sweet purple potato. Eating habits influence the Filipinos appearance, as they are, let’s say, not exactly slim as for Asian standards.

Representative for typical Filipino cuisine are sea food and chicken dishes. Rather mild taste, most of the food is fried or grilled. Because I divorced with vegetarianism last month, I was eating grilled chicken every day and it was my best eating experience there^^

Wyżera z galerii handlowej. Fasolka z dynią, krewety z ananasem, jakaś padlina z grzybami i ciacho kokosowe / Shopping mall dinner. Beans with pumpkin, shrimps with pineapple, some meat with mushrooms and coconut cake

Na pierwszym planie krewety z czymśtam, w tle kurczak adobo czyli marynowany w sosie sojowym, czosnku i occie. Bardzo proste i bardzo dobre / In the foreground shrimps with something, in the background chicken adobo – marinated in soy sauce, garlic and vinegar. Very simple and very tasty

Chop suey czyli owoce morza z warzywkami, krewety z mango i obowiązkowa grillowana kura! / Chop suey – sea food with veggies, shrimps with mango and must-be grilled chicken!

Halo-halo czyli deser ze wszystkiego. Lody, galaretka, kandyzowane banany, dżemik z ube, kokos i kilka niezidentyfikowanych składników / Halo-halo is a dessert of everything. Ice-cream, jelly, candied bananas, ube jam, coconut and some unidentified ingredients

Ciekawostka z supermarketu – apple mango. Twarde i kwaskowate, naprawdę smakowało jak coś pomiędzy jabłkiem a mango! / Fun supermarket’s stuff – apple mango. Hard and sour, really tasted like something between apple and mango!

Wszechobecne Jollibee / Omnipresent Jollibee

Ostatnia rzecz charakterystyczna dla Filipin, o której chcę napisać, to religia. W Azji dominuje buddyzm, ewentualnie islam (Malezja, Indonezja), a Filipiny są krajem chrześcijańskim, w dodatku bardzo gorliwie i ostentacyjnie chrześcijańskim. Zazwyczaj takie epatowanie religią na każdym kroku strasznie mnie irytuje, ale w wydaniu filipińskim jest nawet całkiem ciekawe, bo oni to robią w sposób pogodny, radosny i kolorowy. Trochę mi się skojarzyło z traktowaniem flagi amerykańskiej w Stanach – zrobiono z niej element popkultury i naszycie jej sobie na tylną kieszeń spodni nie jest obrazą, a wyrazem szacunku. Co prawda nie widziałam na Filipinach nikogo z Maryjką na tylnej kieszeni spodni, aż tak daleko to nie poszło, ale chodzi o podobieństwo w traktowaniu symboli i wyluzowane podejście, a nie taką napompowaną, górnolotną bigoterię, jaką mamy w Polszy. Filipińczycy swoją postawą wydają się mówić „Chwalmy Pana, bo to fajny koleś!” i przychodzi im to bardzo naturalnie, widać, że religia jest w ich życiu bardzo ważna, że są z niej dumni. Widzieliśmy na przykład kościoły ozdobione kolorowymi neonami – i uważam, że nie w tym nic złego, jeśli tylko ludzie chcą do nich chodzić sami z siebie, a nie z przymusu.

Last thing unique for Philippines which I want to mention is religion. In Asia Buddhism is dominant, sometimes Islam (Malaysia and Indonesia), but Philippines are the Christian country, what’s more, very zealous and demonstrative Christian country. Usually showing off with religion annoys me, but the way Filipinos do it is quite interesting, as it’s cheerful, bright and colorful. I associated it with the way how Americans treat theirs flag – they made an object of popculture out of this and it’s not offensive, but rather respectful to sew the flag on the bottom pocket of your jeans. I must admit I haven’t seen anybody in Philippines with Saint Maria on the bottom pocket, it haven’t gone so far, but I want to highlight some resemblance in a way they treat symbols and in the easy-going attitude, which is way much better then gaudy bigotry we have in Poland. Filipino seems to be saying: “Praise the God, he’s a cool guy!” and they do it very naturally, religion is very important for them, they’re proud of it. We saw some churches decorated with flashing neon lamps and I think there’s nothing wrong about it, if only people want to go there willingly, not forced.

Trycykle w mieście Tagbilaran – na każdym z tyłu jest cytat z Biblii lub jakieś zdanie nawiązujące do religii. Widzieliśmy też samochód z napisem „Don’t follow me, follow Jesus” ale nie zdążyłam zrobić zdjęcia:) / Tricycles in Tagbilaran City – on the back of every of them there’s a quote from the Bible or some sentence connected with religion. We also saw a car with „Don’t follow me, follow Jesus” written on the back, but I couldn’t make a picture:)

Jeepney w Manili. Gdyby nie znaczenie napisu, wyglądałby jak kiczowaty szyld z jakiegoś kasyna:) / Jeepney in Manila. If not the meaning, it would look like a kitschy sign from some casino:)

Uff, trochę się rozpisałam^^ Gratuluję wytrwałym dotarcia do końca postu. Następnym razem postaram się przybliżyć konkretne miejsca, które zwiedziliśmy – Bohol, Panglao i Manilę.

I wrote too much, congrats if you read his post to the end^^ Next time I’ll try to introduce places which we visited – Bohol, Panglao and Manila.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s