Pożegnanie z Kambodżą. Kompong Cham / Goodbye to Cambodia. Kompong Cham

Kompong Cham okazało się być ostatnim miastem w Kambo, które przyszło mi zwiedzić, bo w planach było jeszcze nadrobienie zaległości z Phnom Penh, ale na ostatnie 2 dni się pochorowałam i przeleżałam w pokoju zamiast biegać po mieście – chyba każdy choruje w Azjach prędzej czy później, mówi się trudno.

Kompong Cham jest stolicą najbardziej zaludnionej prowincji w kraju, ale zupełnie na nią nie wygląda. Miasto z niską zabudową w kolonialnym stylu, położone nad Mekongiem, o 21 wymiera, a że latarń tu zbyt wiele nie ma, to jest dość strasznie – przekonałam się, gdy raz wyszłam o tej godzinie do sklepu po coś do picia, okazuje się, że sklep zamknięty, bo już późno, kolejny tak samo i kolejny i ostatecznie szłam jakieś 10 minut na stację benzynową i to nie było przyjemne.

W moim przewodniku były zaznaczone tylko guest housy położone zaraz nad rzeką, więc od razu po przyjeździe maszerowałam sobie w tamtą stronę, ale po drodze rzucił mi się w oczy jeden, nie wspomniany w przewodniku, wyglądał nie najgorzej, w miarę czysto, angielski lokalnej obsługi pozostawiał wiele do życzenia i nie było wifi, ale cena, jaką zapłaciłam za duży pokój z własną łazienką, zupełnie wynagrodził mi pozostałe niedogodności. Z listy gości wynikało, że zatrzymują się tam lokalsi i sporadycznie jakiś zagubiony obcokrajowiec:)

Kompong Cham happened to be last city I visited in Cambo, there was a plan to visit places in Phnom Penh I didn’t have time to visit before, but I got sick and last 2 days spend dying in a room instead of walking around – I guess everybody gets sick in Asia sooner or later, so well, happens.

Kompong Cham is the capital of the most populated province in a country, but doesn’t look like this at all. City by the Mekong river, with colonial-style short buildings, it’s dead by 9pm and because there aren’t many street lamps here it’s quite scary – I got to know this when I went out to buy something to drink, shop was closed, so was the next one, and the next one, so finally I walked around 10 mins to the gas station and it wasn’t the nice experience.

After arrivial I was walking towards the riverside, as according to my guide book there should be some guest houses right there, but on my way one not mentioned in the guide book drew my attention. It wasn’t bad, quite clean, local staff’s English was hardly understandable and they didn’t have wifi, but the price I paid for spacious room with private bathroom, made up for all the other inconveniences. Looking at the list of guest I realized that only local people stay there and occasionally some foreigners:)

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Urbex? ;)

SAMSUNG CAMERA PICTURES

W mieście jest duży market i ładne, szerokie bulwary nad rzeką, a atrakcji w okolicy akurat na 2 dni leniwego zwiedzania. Najpierw zaliczyłam spacer na wyspę, połączoną z lądem bambusowym mostem, długim na prawie kilometr. Wyglądał, jakby był robiony z zapałek, a tubylcy jeździli po nim motorami i samochodami, niesamowite. Podobno w porze deszczowej Mekong tak wzbiera, że zrywa most i wtedy na wyspę kursuje prom. Opłata za przejście w te i wewte wynosi dolara, ale dostałam miły gratis do biletu, bo pan strażnik się ze mną podzielił swoim jedzeniem. „Wan try ma cake?” Ja oczywiście, że nie, że dziękuję bardzo, ale mi wcisnął – kleisty ryż z ziarenkami soi i kawałkiem jakiejś padliny (wyrzuciłam w krzaki), wszystko zawinięte w liść bambusa, wyglądało trochę jak sushi, tylko że z bambusem zamiast glona.

There’s a big market in the city and wide, nice boulevard on the riverside and attractions nearby are pretty enough for 2 days of idle sightseeing. Firstly, I went to the island, connected with the land by the almost 1km-long bamboo bridge. It looked like it’d been built of matches, but locals were driving a motos and cars on it, incredible. I heard that in a rainy season Mekong rises so much that it breaks off the bridge and ferry becomes the only way to get there. One needs to pay one dollar to cross here and back, but I had a nice add to the ticket, as the guard shared his lunch with me. “Wan try ma cake?” Of course I said no, thank you, but he gave me it anyway – sticky rice with soy beans and some meat (which I threw away), all wrapped with a bamboo leaf, it looked quite similar to sushi, but with a bamboo instead of seaweed.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Idąc tam myślałam, że nie mam żadnego wyobrażenia na temat samej wyspy, ale skoro zaskoczyła mnie tak bardzo, to widocznie jakieśtam miałam, a rzeczywistość je tylko zweryfikowała. Po pierwsze, wielkość. Chodziłam tam 3 godziny, a i tak nie obeszłam całej, ten bydlak to jedna wielka wioska z drewnianymi domami na palach, świątyniami, sklepami, szkołą, polami uprawnymi, drzewami owocowymi iii najsympatyczniejszymi ludźmi, jakich spotkałam w Kambo. Widocznie mało się tam widuje przyjezdnych, bo nieważne czy młodzi, czy starzy, gdy tylko przechodziłam machali do mnie z daleka i krzyczeli „Hello!” – jedyne znane im słowo po angielsku:d Strasznie miłe to było. Jedyny straszny moment, gdy nagle na drogę wyskoczyły mi 3 kundle i zaczęły warczeć, zatrzymałam się, nie bardzo wiedząc, co mam zrobić, tubylcy się zainteresowali i pokazywali mi na migi, że mam iść, że przecież mnie nie ugryzą. Chwila niepewności i kilka kroków do przodu, już przygotowywałam swoje łydki na spotkanie z zębami, ale na szczęście nie było to potrzebne, bo faktycznie sobie poszły, ale sympatycznie nie było. Cóż, przynajmniej tubylcy mieli trochę rozrywki;)

Going there I thought I don’t have any image of the island in my mind, but because it surprised me so much, apparently I had some and they only got verified by reality. First, its size. I was walking here and there for 3 hours and still didn’t walk around the whole island. It happened to be a huge village with wooden stilt houses, temples, shops, school, fields, fruit trees aaand the more cheerful people I’ve met in Cambo. There can’t be many visitors there, because when only I approached local people, no matter kids or grandpas, waved their hands to me and shouted “Hello!” – the only word they could say in English:d It was sooo nice. The only scary moment, when 3 dogs jumped on my way snarling, I stopped didn’t know what to do, it attracted attention of locals and they were showing me by signs that I can cross and they wouldn’t bite me. Moment of hesitance and few steps forward, I was already getting my calves prepared for close meeting with dog’s teeth, but fortunately it wasn’t necessary, they went away, but I was really scared. Well, at least locals had some fun;)

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jackfruit tree

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Dzień drugi rozpoczął się od wypożyczenia roweru i wycieczki za miasto. Zobaczyłam jedną świątynię, mniej więcej tak starą jak Angor Wat, a potem rowerowanie dalej na dwa wzgórza, nazywane kobiecym i męskim, prześlicznie tam było – wielka biała stupa na kobiecym i złote Buddy na męskim. Pomiędzy nimi jest spory plac z ławeczkami, hamakami i stoiskami z przekąskami i piciem oraz małpy. Miliardy małp. Kupiłam herbatę w puszcze i wypatrzyłam milutką ławeczkę w cieniu na uboczu, ale siedziały tam ze cztery skurczybyki i gdy tylko się zbliżyłam rzuciły się z zębami i pazurami na moją herbatę i musiałam się ewakuować. Przegrałam ławeczkę. Z małpami. Obciach max. Przynajmniej herbaty nie oddałam :D

Second day I started with renting a bike and cycling outside the city. I saw one temple, as old as Angkor Wat, then cycling further, towards two hills called men’s and women’s, they were lovely – huge white stupa on the women’s hill and golden Buddhas on the men’s one. Between them there’s a wide square with benches, hammocks, some stalls with drinks and snacks and… monkeys. Billions of monkeys. I bought a can of tea and spotted one nice bench in the shade, but there were already four of them sitting there and when I got closer they jumped aggressively to take over my tea, I had to evacuate. I lost out the bench. To monkeys. What a shame. But at least saved the tea :D

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Mnisi też robią pranie / Monks do laundry as well

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Rower musi być! / Must- be-bike!

Kobiece wzgórze: / Women’s hill:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Skurczybyk wielkości coś pomiędzy Puciusiem a Brysiem;) / Size: something between my cat and dog

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Męskie wzgórze: / Men’s hill:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Popołudniu rowerowanie na drugą stonę Mekongu, tym razem zwykłym mostem, nie bambusowym, i zachód słońca ze starej latarni morskiej zbudowanej przez Francuzów jeszcze za czasów kolonialnych.

In the afternoon cycled on the other side of Mekong, this time by normal bridge, not a bamboo one, and watched sunset from the old lighthouse, built by French in the colonial times.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Bardziej drabina niż schody / More like ladder than stairs

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Mekong jest gigantyczny, większy niż Wisła w Wawie. A to przecież pora sucha! / Mekong is enormous, bigger than Vistula in Warsaw. And now’s dry season!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Widać bambusowy most? / Can you see a bamboo bridge?

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Na koniec pożegnanie z Kompong Cham, dwa dni chorowania w Phnom Penh i pożegnanie z Kambodżą. Następne wpisy będą o Japonii, myślę, że zacznę od dość nietypowego sposobu spędzania Wielkanocy – na festiwalu… ekhm, płodności^^

At the end, farewell with Kompong Cham, two days of being sick in Phnom Penh and farewell with Cambodia. Next posts will be about Japan, I think I’ll start with unusual way of spending Easter – at the festival of… ekhm, fertility^^

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s