Kambodży ciąg dalszy / Cambodia’s continues

Dzisiaj krótko o tym, jak życie zaskakuje. Po trudach wędrówki po dżungli zaplanowałam sobie dwudniowy odpoczynek w Kratie – małej miejscowości, słynącej z tego, że jest najlepszym punktem obserwacji delfinów rzecznych w Mekongu, poza tym jest tam cicho i spokojnie i można jeździć rowerkiem po okolicy albo wyłożyć się nad rzeką z książką i szejkiem z mango… Pewnie można, ale nie wtedy, kiedy jest Święto Rzeki i do miasteczka przybywają tłumy lokalsów i turystów, impreza trwa do późna jak na kambodżańskie standardy (jakoś do 1 w nocy), a w guest housach nie ma miejsc i trzeba spać na dachu:d

Słyszałam plotki o festiwalu już wcześniej, zanim przyjechałam, co jeszcze bardziej podniosło mój poziom ekscytacji, już i tak wysoki z powodu perspektywy zobaczenia delfinów. Jak się okazało, z powodu festiwalu sam dojazd tam sprawił niemało trudności. Autobus, którym jechałam, nie kończył trasy w Kratie tylko jechał do Phnom Penh, w Kratie się tylko miał zatrzymać. Miał, ale tego nie zrobił, bo większość ulic w miasteczku była na te 3 dni wyłączona z ruchu i autobus minął Kratie, o czym nie miałam pojęcia – kierowca nic nie powiedział, to znaczy może i powiedział, ale nie w żadnym języku, który bym rozumiała, zorientowałam się, gdy już był czas, że dawno powinniśmy dojechać a tu żadnego postoju ani nic. Po negocjacjach z kierowcą skończyło się tak, że z jeszcze jedną dziewczyną przesiadłyśmy się do autobusu jadącego w przeciwną stronę, z Phnom Penh, przez co przyjazd opóźnił się o dobre 2 godziny. Na miejscu okazało się, że wszędzie są tłumy przyjezdnych i w żadnym z niewielu guest housów nie ma już wolnych pokoi. Po miasteczku krążyły tłumy backpackersów, pukając od jednego hostelu do drugiego. Walka o łóżko poziom hard. Razem z jedną przypadkowo spotkaną dziewczyną szłyśmy w stronę kolejnego miejsca, na obrzeżach miasta, gdzie ona miała rezerwację, a ja liczyłam, że skoro jest na obrzeżach, to może mniej ludzi tam dotarło i pozwolą mi się kimnąć na jedną noc. I nagle ona mówi, że się źle czuje, a 3 minuty później zemdlała mi na środku ulicy. Pamiętajcie dzieci, pijcie dużo wody i noście czapeczki, gdy maszerujecie w pełnym słońcu z ciężkim plecakiem przy prawie 40 stopniach! Przeprowadziliśmy szybką akcję ratunkową z kolejnym przypadkowo spotkanym kolesiem i kambodżańską panią polityk, która przyjechała do Kratie nadzorować cały festiwal. Dziewczę poczuło się lepiej, odstawiliśmy ją do jej hostelu, a ja mogłam się cieszyć z faktu poznania autentycznego kambodżańskiego vipa, co nie zmienia faktu, że dalej nie miałam gdzie spać, a było już późne popołudnie. Jeden z guest housów oferował bezdomnym obcokrajowcom miejsce na podłodze w barze na dachu. Za JEDNEGO dolara? BIERE.

Skończyło się tak, że delfinów nie widziałam, nie porowerowałam po okolicy, ale spędziłam miły wieczór z nowo poznanymi znajomymi (tymi od akcji ratunkowej) na festiwalu, przekimałam się na hamaku na dachu, nawet pozwolili mi wziąć prysznic gdzieś w pralni w kantorku, z taaaaakim wielkim karaluchem na ścianie, a następnego dnia rano wsiadłam w abus do Kompong Cham. Było sympatycznie, ale wtedy naprawdę potrzebowałam spędzić 2 dni w pokoju tylko dla siebie, bez dzikich tłumów, a festiwal w Kratie bardzo się do tego nie nadawał. Na delfiny jeszcze wrócę, ewentualnie można je podpatrzyć w Laosie:)

Today shortly abort how life may surprise. After tough jungle trek I planned 2-day rest in Kratie – small town, famous for being a perfect spot to see Mekong’s dolphins, also it’s peaceful and quiet, you can cycle around or just lie o the riverside, read a book and drink mango shake… Probably you can, if only it’s not a River Festival and hordes of locals and tourists come, party’s on until late as for Cambodian standards (to 1am) and there’s no space in guest houses and you must sleep on the roof:d

I’d already heard gossips about the festival before I came, but it only added more to my excitement, although I was already full of it, couldn’t wait to see the dolphins. It turned out that because of the festival even getting there was a challenge. The bus I took was going to Phnom Penh, it was only about to stop shortly in Kratie. It was, but it didn’t, because almost all the streets in a town were closed for traffic for 3 days and the bus passed by, which I didn’t know about because the driver said nothing, or maybe he did but not in the language I’m able to understand. I realized that something’s wrong when it was already time we should’ve been arrived and finally, after negotiating with a driver, me and one more girl changed to the bus going opposite direction, from Phnom Penh, but because of this we arrived 2 hours later than was planned. To make things worse, there were plenty of locals and tourist in a town and not a single vacant room in any of the few guest houses. Instead, there were backpackers walking here and there, form one guest house to the other, asking for a place to sleep. Fighting for a bed level hard. With one girl I met accidentally we were walking toward a hostel quite far from a center, because she’d booked a room there and I was hoping that since it’s far maybe they still have a vacant bed. To make things even worse, she suddenly said she doesn’t feel good and after 3 minutes fainted on the street. My Darlings, please remember to drink a lot of water and wear a hat when you walk with a heavy backpack in an almost 40-degree heat! Me and one guy, who was just walking by, became a rescue team, also a Cambodian lady, a politician who came to Kratie as a supervisor of the festival, helped us. The girl felt better, we escorted her to the hostel and I was proud of myself, also happy to meet a true Cambodian VIP, but still – I had nowhere to sleep and it was already late in the afternoon. One guest house was offering for homeless foreigners some space in a rooftop bar. For ONE buck? TAKEN.

Well, I didn’t see the dolphins, didn’t cycle around, but had a very nice evening on the festival with a rescue-team-friends, slept in a hammock in a rooftop bar, they even let me take a shower somewhere in the utility room with such a huuuuuge cockroach on the wall as a companion, and the next day I took a bus towards Kompong Cham. It was nice day after all, but I just wanted to finally have a room only for myself, take some rest in a quiet place and the Kratie’s festival made it impossible there. I’ll be back to see the dolphins, or I heard they may be spotted in Laos as well:)

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Street food:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie mogę przeboleć niezjedzenia mango z chilli :< / Can’t deal with not eating mango with chilli :<

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Mój (i kilkunastu innych osób) dach: / My (and teens of other ppl’s) roof:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Od środka / From the inside

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Od zewnątrz / From the outside

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Następnego dnia rano:d Mój hamak na pierwszym planie, pod białą moskitierą / Next day’s morning:d My hammock in the foreground, under the white mosquito net

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kambodży ciąg dalszy / Cambodia’s continues

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s