Oldziak in da jungle. Dżangl, dżangl.

W prowincji Ratanakiri, na odległym, dzikim kambodżańskim wschodzie, spedziłam kilka tak niesamowicie interesujących, pełnych wrażeń dni, ze aż nie wiem, od czego zacząć. Może spróbuję od początku. Sam pomysł, żeby ruszyć się w bezpiecznego, niezagrożonego malarią, turystycznego zachodu kraju wziął się stąd, ze pewnego dnia natrafiłam w otchłaniach Internetu na zdjęcie jeziora Yeak Loam – nazywanego również Crater Lake, ponieważ jest idealnie okrągłe, przejrzyste, szmaragdowo-błękitne, otoczone tropikalnym lasem i tak się zakochałam w tym zdjęciu, ze postanowiłam sobie kiedyś tam pojechać. Zrobiłam research, okazało się, że jezioro jest położone zaraz za miastem Ban Lung, stolicą prowincji, a stamtąd organizują też kilkudniowe trekkingi do dżungli, na pograniczu Kambodży, Laosu i Wietnamu. Tym sposobem został ustalony główny cel wyprawy do Kambo:)

In Ratanakiri province, in wild, remote eastern Cambodia I spend few so interesting and full of adventures days that I have no idea how to start writing about it. Maybe let’s try from the very beginning. I came up with this idea, to move from safe, no-malaria, touristic west, when I found somewhere in the depths of the internet a photo of a Yeak Loam Lake, called also a Crater Lake, because it’s perfectly round, clean, emerald blue, surrounded by a tropical forest and I felt in love so much that decided to go there one day. After some research it came out that it’s located outside the Ban Lung city, which is a capital of the whole province and they organize few-days jungle trek from there as well, to somewhere between Cambodia, Laos and Vietnam borders. This is how my main destination in Cambo was decided:)

Jechaliśmy ze Siem Reap praktycznie cały dzień, ściśnięci w 10 osób w malutkim busiku, było niesamowicie gorąco, ale przynajmniej nie trzęsło tak, jak się spodziewałam: niedawno została zrobiona nowa droga do Ratanakiri, z tego co słyszałam, to za chińskie albo japońskie pieniądze w ramach programu wsparcia dla Kambo. Ktoś z lokalsów mi opowiadał, że jeszcze nie tak dawno temu jedyny sposób, żeby się tam dostać to była łódka po Mekongu, zaledwie 3 dni z Phnom Penh:) Potwierdziło się to, co przeczytałam w przewodniku, że nie ma bezpośredniego połączenia ze Siem Reap do Ban Lung – czekaliśmy na przesiadkę godzinę, gdzieś pośrodku niczego, ale przynajmniej z mrożoną kawą i wifi. Poziom nowoczesności zaskoczył tak bardzo. Ratanakiri oznacza dosłownie „kraj czerwonej ziemi” czy coś takiego i faktycznie, po drodze zauważyłam, że im bardziej zbliżaliśmy się do celu, piasek przy drodze zmieniał zabarwienie na coraz intensywniejsze odcienie czerwieni.

Getting there from Siem Reap took actually the whole day, we were 10 people cramped in a tiny bus, it was incredibly hot, but at least it didn’t shake as much as I expected: recently a new road to Ratanakiri has been built, as far as I heard by Chinese or Japanese money within some supporting project. One of the locals told me that not so long ago the only way to get there was a boat on Mekong River, only 3 days from Phnom Penh:) What I read in a guide book, that there’s no direct connection between Siem Reap and Ban Lung, happened to be true – we were waiting one hour to change the bus, somewhere in the middle of nowhere, but with ice coffee and wifi. Modernity surprised me so much. Ratanakiri means literally “the land of red soil” or something like that and it’s true, the closer we were to our destination, the more vivid red the sand became.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Ban Lung jest malutkim miasteczkiem, ale i tak większym niż się spodziewałam. W centrum znajduje się duże rondo, market i, uwaga, lotnisko, ale od kilku lat obsługuje tylko prywatne samoloty, turyści nie mogą się tam dostać drogą powietrzną. Kilka kilometrów na północ jest duże jezioro, otoczone knajpkami i hotelami – wszystkie wyglądają na dość nowe, bo też przemysł turystyczny dotarł do Ban Lung zupełnie niedawno. Natomiast jezioro Yeak Lom, nad które tak bardzo chciałam pojechać, położone jest raczej na południowym wschodzie. I muszę przyznać, że jest naprawdę prześliczne. Spędziłam tam cały jeden dzień, opierdalając się na hamaku z książeczką, pływając i spacerując dookoła.

Ban Lung is a very small town, but still bigger than I thought. In the center there’s a big round-a-bout, market and, attention please, the aiport, but it’s only for private flights and tourist can’t get there by plane. Few kilometers north there’s a big lake, surrounded by bars and hotels – all of them look quite new, as the tourism industry is also very young there. The Yeak Loam Lake, however, is situated south-east. I must admit, it’s really charming. I spend there the whole day, reading book In a hammock, swimming and walking around.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Następnego dnia rano wyruszyliśmy do dżungli i zaczęła się prawdziwa przygoda. Grupa składała się z 5 osób, wszyscy poznaliśmy się w tym samym guest housie, mieliśmy też 2 przewodników: jeden mówił płynnie po angielsku, drugi nie mówił ani pół słowa, ale to on nam wszystko ogarniał – ciachał krzaczory maczetą, żebyśmy mogli przejść, gotował szamę w bambusie, łowił rybki w potoku i rozkładał obóz nad wodospadem. Ale po kolei. Wyruszyliśmy z Ban Lung najpierw pick-upem, siedzieliśmy wszyscy na pace i jechaliśmy tak po nieasfaltowanej drodze jakieś 40 minut. W marcu jest idealnie środek pory suchej, więc za samochodem aż się kurzyło i wszyscy byliśmy rudzi od piachu. Potem przesiedliśmy się na łódkę i kolejne pół godziny płynęliśmy do wioski plemienia Kachan, skąd już pieszo wyruszaliśmy do dżungli. Każdy dostał 3 litry wody (szybko zeszły) i własny hamak do niesienia, pierwsza godzina marszu była nudna i trudna, bo musieliśmy iść w samo południe przez otwarte, wysuszone pola, najciekawszym punktem tego etapu była plantacja nerkowców – zobaczyłam jak rosną orzeszki i dowiedziałam się, że nerkowce mają też owoce:D

Next day in the morning we set up towards the jungle and the true adventure began. We were a group of 5 ppl, all met in the same guest house, we had also 2 guides – one could speak fluent English while the second one couldn’t say a single word, but it was he to make the best job – cutting bushes with a machete to let us pass, cooking food in a bamboo, catching fish in a river and making a camp at the lake. But, back to beginning. First we were going with a pick-up truck for about 40 mins, by a dirt road, sitting outside of course. March is exactly in the middle of a dry season, so we were all ginger-hair after all because of the sand. Than we changed to the boat and after the next 30mins we arrived to the village of a Kachan tribe, from where we started walking. Everybody got 3 litres of water (it ended quickly) and his own hammock to carry, first hour of walking was boring and difficult as we were walking around noon through the dried fields with no shadow, the most interesting part of this was a cashew nut plantation – I saw cashew nuts growing and saw a cashew fruit for the very first time:D

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Początek wyprawy… / Beginning of a trip…

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Owoc nerkowca! / Cashew fruit!

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Dżungla wygląda inaczej niż w ilustrowanych książeczkach dla dzieci, ale to pewnie przez porę suchą. Nie jest intensywnie zielonym, gęstym lasem, ze zwisającymi lianami i kolorowymi kwiatami o dziwnych kształtach. Z roślinności przeważają bambusy, paprocie i drzewa z gałęziami jak korkociągi, kwiatów prawie nie było, żadnego grubego zwierza też nie zobaczyliśmy, nawet głupiej małpy, ale odgłosy ptaków i robaków towarzyszyły nam o każdej porze dnia i nocy. Pierwszy nocleg mieliśmy nad wodospadem, na hamakach, szybko zrobiło się ciemno, ale jeszcze długo siedzieliśmy i gadaliśmy przy świeczkach i winie ryżowym oraz herbatce z patyka. Drugiego dnia maszerowaliśmy praktycznie cały dzień przez teren, który nasz przewodnik określił jako „up and down” i taki właśnie był. Do wioski, z której poprzednio wyruszyliśmy, dotarliśmy nieco przed zachodem słońca. Kąpiel w brudnej rzece, znowu rozmowy do późna i lulu na hamaku. Ostatni dzień dość lajtowy, spacerek po wiosce, pola ryżowe, cmentarz plemienny. Niesamowite, że nadal są ludzie w XXI wieku, którzy żyją w takich warunkach. Bardzo otwierające oczy doświadczenie. Powrót do Ban Lung tą samą drogą: łódką po rzece i pick upem, tym razem strategicznie usiadłam w środku;)

Jungle looks different than in the pictures from the children’s books, but probably because of a dry season. It’s not intensive green, thick forest with lianas hanging here and there and colorful, strange-shaped flowers. There’re mainly bamboo, ferns and trees with twisted branches, almost no flowers and we couldn’t see any animals, even a stupid monkey, but the sounds of birds and bugs we could hear all the time, night and day. First night we camped by the waterfall, sleeping in the hammocks, it got dark quickly but we stayed up late, talking and drinking rice wine and the tea made of a wooden stick. Second day we were walking all day through the area that our guide called “up and down”. To the village we left one day earlier, we got right before the sunset. Took a bath in a dirty river, talked until late, slept in a hammock. Last day wasn’t so intensive, we walked around the village, rice fields, tribal cemetery. Unbelieveable that some people still live like that in 21st century. Very mind-opening experience. We got back to Ban Lung the same way: boat, then pick up, but this time I took a seat inside;)

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Prysznic dnia pierwszego / 1st day’s shower

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Bambus / Bamboo

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Gotowanie w bambusie! / Cooking in a bamboo!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Szama z bambusa / Bamboo meal

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Drzewo do pozyskiwania zapaszków na kadzidła i olejki. Poniżej: wypalanie zapaszku / A fragrant tree, the liquid it produces is used for making incenses and aromatic oils. Below: burning out the liquid

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Kora tego drzewa nie jest ponacinana, ona po prostu taka jest od nowości / This tree isn’t curved with a knife, it;s just like this

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Przewodnik próbował mi wmówić, że to pająki:d / Guide tried to persuade me they’re spiders:d

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Wioska: / The village:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jeden z 3 generatorów prądu na 2000 mieszkańców / One of the 3 power generators for 2000 inhabitants

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Wioskowy sklep. Mieli piwo. Zimne:) / Village’s shop. They had beer. Cold:)

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Najwygodniejszy hamak na świecie, widok z zewnątrz i od wewnątrz / The most comfy hammock in the world, from the outside and from the inside

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Szkoła / School

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Tu się cała wioska kąpie i robi pranie. Mój prysznic dnia drugiego / Here is where the whole village wash themselves and makes loundry. My second day’s shower

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Przydomowy ogródek z tytoniem i innym zielskiem / Backyard garden, with tobacco and some herbs

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Jak bardzo sucha jest pora sucha: pola ryżowe / This is how dry season is dry: rice fields

Wioskowy cmentarz: / Village’s cemetery:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pogrzeby są drogie, bo trzeba zabić byka dla bożków. A przynajmniej kurę / Funerals are expensive, because a bull must be killed for the gods. Or at least a hen

W Ban Lung na bazarku spontanicznie kupiłam trochę smażonych świerszczy, tutejszej specjalności. Cóż, lepsze to na pewno niż smażony skorpion, nie tak gorzkie, ale fistaszków nic nie przebije.

I spontanously bought some local snack, fried grasshoppers on a market. Well, it’s surely better than fried scorpion, not so bitter, but nothing’s better than peanuts.

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

DSC_0313

Przystojniaczek! / Handsome, isnt’t it?

Trochę smaczniejszej szamy: / More tasty food:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Amok czyli gęste, pikantne kokosowe curry z rybcią / Amok, thick spicy coconut curry with fish

DSC_0300

Zupa kokosowa z tofu / Coconut soup with tofu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s