PoAngkorowane / This is how I Angkored

Powinnam chyba raczej napisać „PoSiemReapowane”, bo w Angkorze, wielkim kompleksie świątynnym, spędziłam jakieś 10 godzin, w Siem Reap pozostałe z 1,5 dnia, które poświęciłam na tę lokalizację. Miasto zdecydowanie mniejsze niż Phnom Penh, o ile tam nie zawsze był chodnik, to tu nie zawsze jest asfalt na drodze, mniej chaotyczne, ale o wiele bardziej turystyczne. Wiele osób przyjeżdża do Kambodży tylko i wyłącznie po to, żeby zobaczyć świątynie Angkoru i ewentualnie poopierdalać się na plaży na południowym wybrzeżu, więc w Siem Reap przemysł turystyczny jest niezwykle rozwinięty – wszechobecne napisy po angielsku i francusku, na każdym kroku biura podróży organizujące wycieczki i bilety oraz restauracje nastawione na zaspokojenie zachodnich podniebień, chyba więcej guest house’ów i hoteli niż domów mieszkalnych, a że miasto jest naprawdę niewielkie, to te najdroższe bardzo rzucają się w oczy.

I rather should have written „This is how I SiemReaped”, because in Angkor, the huge temple park, I spent about 10 hours and in Siem Reap the rest from the 1,5 day. This city is much smaller than Phnom Penh, it was sometimes difficult to find a pavement there and here is sometimes difficult to find an asphalt on the road, here’s less chaotic, but much more touristic. Many people come to Cambodia only to see Angkor, possibly also to have a rest on the southern coast, so the tourism industry in Siem Reap is incredibly developed – English and French signs everywhere, dozens of travel agencies and restaurants able to please western palates, probably more guest houses and hotels than normal houses and because here’s really small, the most expensive ones attract attention.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Backstreet

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Main street

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Riverside

Droga z Phnom Penh zajęła 7 godzin podniszczonym, ale klimatyzowanym autokarem, jechaliśmy cały czas national highway nr 6,ale kambodżański highway odbiega od naszych znanych standardów: asfalt był mniej więcej na połowie trasy, na połowie ubita droga, a że w marcu jest pora sucha to i droga jest sucha, wiec jechaliśmy w tumanach wzlatującego piasku. Przeczytałam w przewodniku, że ta droga została zniszczona przez powódź w 2013 i widocznie jeszcze się nie ogarnęli od tego czasu z naprawą, a może ten highway zawsze tak wygląda, nie wiem.

It took 7 hours from Phnom Penh, by a somewhat crumbling, but air-conditioned coach. We were going all the time by national highway number 6, but apparently Cambodian highway doesn’t match western standards: half of the road was covered by asphalt, while other half was a dirt road, and since March is a dry season, the road was dry as well and we were going through the flying sand. I read in a guidebook that this road was damaged by a flood in 2013, so maybe it’s still not repaired and maybe it’s always like that, no idea.

Wypożyczyłam całkiem porządny rower górski i następnego dnia po przyjeździe, bladym świtem, a w zasadzie jeszcze po ciemku przed świtem, złapałam rower i pojechałam w stronę Angkoru, z zamiarem spędzenia tam praktycznie całego dnia. Sam Angkor Wat, czyli najważniejsza świątynia jest otoczony fosą o szerokości 200m i razem z nią tworzy prostokąt o wymiarach 1,5×1,3km. Kompleks znajduje się około 6km za miastem, a wszystkie świątynie są oddalone od siebie o mniej więcej 2-3km, więc większość osób wynajmuje tuk-tuka albo moto na cały dzień i objeżdża, ale po samych świątyniach i tak trzeba łazić. Dlatego dziwię się, że niektórzy decydują się na zwiedzanie z buta, może jeśli ktoś ma passa na tydzień to jest to do zrobienia, po 2-3 świątynie dziennie, ale w innym wypadku NI MO SZUNS. Dygresja: można kupić passa na 1, 3 lub 7 dni, jest imienny i ze zdjęciem (robią na miejscu) i sprawdzają go przy wejściu do każdej świątyni. Za przebywanie na terenie kompleksu bez passa płaci się jakąś horrendalną karę, nie pamiętam dokładnie, ale na pewno grubo ponad 100usd.

I could rent a quite good mountain bike, so next day after arrival, super early before the dawn, I cycled towards Angkor, intending to spend there the whole day. The most important temple, Angkor Wat itself, is surrounded by a 200m wide moat and including it it’s a rectangle 1,5×1,3km. It’s located about 6km outside the city and all the temples are separated from each other for 2-3km, so most of the people hire a moto or tuk tuk for the whole day, but in the temples you need to walk anyway. That’s why I’m surprised that some people decide to do sightseeing there on foot, maybe it’s doable if you have a one-week pass and walk around 2-3 temples per day, but in other case NO WAY. Side talk: you can buy 1-, 3- or 7-day pass, it’s signed with a name of a holder and they glue your photo to it (it’s taken at the entrance) and check it in front of every temple. If one gets caught without a pass, needs to pay unreasonable fine, I don’t remember exactly, but surely much more than 100usd.

Mój program był mocno intensywny, bo zaliczyłam tych świątyń chyba z 10, bo skoro kupiłam passa na 1 dzień to chciałam go wykorzystać jak najlepiej. Zaczęłam od wschodu słońca nad Angkor Wat, jak dotarłam tam godzinę przed wschodem to już były tłumy, co dziwne, nie widziałam samego momentu wschodu słońca i słońca w ogóle, po prostu stopniowo robiło się coraz jaśniej, co w sumie bardzo ładnie wyglądało. Nie, nie pomyliłam miejscówki, nie siedziałam twarzą na zachód, wybrałam najbardziej zatłoczone miejsce i nawet pytałam kilku lokalsów gdzie jest najlepiej, to mi wskazywali właśnie to miejsce, na które się w końcu zdecydowałam:d Potem spacerek po Angorze. Jest naprawdę imponujący, ale chyba najbardziej dlatego, ze zbudowali go setki lat temu, bez ciężarówek i dźwigów, tylko ludźmi i słoniami. Biedne słonie;< A potem rajd po kolejnych świątyniach, najbardziej podobały mi się te rozsypujące się, pokryte mchem, ale nadal monumentalne, zachwycające detalami płaskorzeźb. Zanim Francuzi na nowo odkryli Angkor w XIX wieku, cały kompleks leżał zapomniany w dżungli przez kilkaset i niektóre świątynie się bardzo zharmonizowały z naturą. Drzewa wyrastają ze ścian i takie tam. Kto oglądał Tomb Raidera będzie kojarzyć, bo kręcili film w jednej ze świątyń, kto nie oglądał, zdjęcia poniżej;) Do zachodu słońca ostatecznie nie dotrwałam, bo było niesamowicie gorąco i padałam na twarz, no ale nie można mieć wszystkiego. Poza tym jechałam do Angkoru bez żadnych oczekiwań, traktując go jako obowiązkowy punkt do zaliczenia w Kambodży, dlatego byłam mile zaskoczona. Przypomina nieco birmański Bagan, ale ciężko mi porównać oba miejsca, każde jest unikalne na swój sposób. Na pewno po Angkorze łatwiej się poruszać, bo jest asfalt, nieco dziurawy, ale zawsze lepsze to niż bagański wszechobecny piach.

I did quite a lot of sighseeing there, as I visited around 10 temples, just wanted to use my 1-day pass the best I could. For the very beginning – sunrise near the Angkor Wat, when I arrived there one hour earlier it was already crowded, to my surprise, I didn’t see the sun rising, it was just slowly getting brighter and brighter, which was also delightful. No, I didn’t mistake the directions, I wasn’t sitting towards the west, I chose one of the most crowded locations and even asked some locals where is the best and they said “here”:d Then walk around Angkor Wat. It’s really impressive, but the most because of the fact it was build some hundreds years ago, with no trucks or cranes, only with men and elephant’s power. Poor elephants:< And then next temples, I liked most the crumbling ones, covered with a moss, but still dignified, impressing with all the detailed reliefs. Before French rediscovered Angkor in 19th century, it was for few hundreds years forgotten deep in the jungle and some temples until now co-existist with a nature. Trees growing from the walls and so on. Those who have watched Tomb Raider movie should know what I mean, those who haven’t – photos below;) Finally I didn’t make it until sunset, it was incredibly hot and I couldn’t stand it anymore, but hey, you can’t see everything, right? Also, I came to Angkor with no anticipations, I treated it like a must-see spot, so I was surprised in a positive way. It’s slightly similar to Burmanese Bagan, but each of them is unique and after all hard to compare. For sure Angkor is easier to move around, there are a lot of paved roads, with some holes here and there, but still better than Bagan’s sand.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

5:30 rano. Angkor Wat z jednej strony, tłumy z drugiej / 5:30 am. Angkor Wat on one side, crowds on the other

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

6:30. Już jasno, ale gdzie to słońce?! / 6:30. Already bright, but where’s the sun?!

Angor Wat od środka: / Angkor Wat from the inside:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Małpa najlepsza^^ / Monkey was the best^^

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Foto bez ludzi? Zapomnij. / Photo with no people? Forget it.

Tu mi się podobało najbardziej: / Here I liked most:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Tomb Raider temple:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Bagan – z oddali wygląda jak kupa kamieni… / Bagan – looks like a pile of stones from the distance… :

DSC_0290

A tak z bliska: / And when you get closer:

DSC_0292
Jeszcze o samym Siem Reap. Nie ma w nim za dużo do zwiedzania, poza kilkoma nowszymi świątyniami i marketem, z tym że tutejszy market jest zrobiony bardzo pod turystów, nie jest taki „super tró”. To znaczy i tak mi się podobał, bo UWIELBIAM azjatyckie markety, no i szejki z mango za dolara, om nom nom. I jadłam duriana! Dla niezorientowanych, durian jest dużym owocem a słynie z tego, że śmierdzi. Serio, jest zakaz wnoszenia go do metra lub hoteli. Zjedzenie go jest przez wielu traktowane jak wyzwanie i ja też tak do tego podeszłam, byłam naprawdę ciekawa. Chodząc po ulicach nawet się nie czuje tego zapachu, bo durian jest zawsze sprzedawany na szczelnie zafoliowanych styropianowych tackach albo w całości. Miałam ochotę go spróbować już w Tajlandii, ale ciężko dorwać małą porcję, zazwyczaj sprzedają od razu 1kg, a tyle przecież się nie zje naraz choćby był najsmaczniejszą rzeczą pod słońcem, a chodzić po mieście z takim śmierdzielem chyba nie wypada. No i jest drogi. W Siem Reap udało mi się dorwać panią, sprzedającą małe porcje, więc po powrocie z Angkoru kupiłam, do tego wodę do przepicia i poszłam nad rzekę, znalazłam miejsce, gdzie nikogo nie było i oddałam się degustacji. Iiiii… muszę obalić mity! To nie śmierdzi! Ja wiem, że mam dziwne upodobania żywieniowe, ale w durianie wyraźnie czuć nuty owocowe z domieszką czegoś dziwnego… skarpetki? Jakby tak wziąć lekko zgniłe mango, zawinąć w brudną skarpetkę i zostawić na 2 tygodnie to będzie durian;) Na pewno zapach specyficzny, ale nie taki smród jakiego się spodziewałam. Smak też nietypowy, słodko-gorzkawy, z pewnością nie jest to mój ulubiony owoc, ale da się go zjeść!

More abort Siem Reap itself. No much to see there, few not-so-old temples and a market, but the one here is very touristic, not so “super true”. I liked it anyway, because I simply LOVE asian markets and they had one-dollar mango shakes, om nom nom. More tasting adventures: I ate durian! It’s a big fruit, famous for being stinky. Seriously, it’s banned to enter the metro or hotel with this. For many eating it is like a challenge, so was for me, I was totally curious. When you walk the streets you can’t smell it, it’s sold in a hermetic packages or in a whole. I wanted to taste it already in Thailand, but usually it’s sold by 1kg portion which is impossible to eat at once even if it was the most tasty thing in the world and walking around with such a stinky companion may not be the best idea. And it’s expensive. In Siem Reap I found a stall with small portions, so after coming back from Angkor I bought some, a bottle of water just in case and went to the riverside, found a place with no people around, opened a pack and… Hey, it’s not so stinky! I mean, the smell is very unusual, but fruity, similar to mango with something… Socks? Maybe if you take a ripped mango, roll it with a stinky sock and leave it like this for 2 weeks, you’ll get durian;) Not as stinky as I supposed. The taste is unusual as well, sweet and bitter, for sure it’s not my favourite fruit, but it’s edible!

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Siem Reap’s temples:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Durian!

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Nie powinnam tego publikować xD / I shouldn’t publish it xD

W Siem Reap jest też Pub Street, ulica oferująca wszelkie nocne rozrywki dla przyjezdnych (nie TAKIE! A może też?), wieczorami pełno tam ludzi, siedzących w knajpach, pijących tanie bro i kupujących suweniry na straganach. Fajna, wyluzowana atmosfera, ale kurczęęęę…. Nie wtedy, gdy podróżuje się solo i nie ma do kogo otworzyć ust. Serio i szczerze, najbardziej samotnie podczas 2 tygodni w Kambo czułam się wieczorem na Pub Street w Siem Reap. Bo ogólnie ja bardzo lubię podróżować solo, ale czasem łapię takie kryzysy, że jednak bym wypiła piwo z kimś realnym a nie do telefonu, pisząc maile, a szczególnie na takie nastroje jest się narażonym w miejscach, gdzie wszyscy dookoła świetnie się bawią. Nie, nie jestem typem osoby, która podchodzi do nieznajomych i bez problemu zawiera nowe znajomości. Dostałam info od dziewczyny z recepcji w guest housie, że na Pub Street jest knajpa z darmowymi pokazami khmerskich tańców, miałam iść, potem miałam nie iść, bo jak to tak sama do knajpy, ale w końcu poszłam i nie żałuję. Końcowe wrażenie takie, że Siem Reap jest na pewno punktem obowiązkowym, Angkor zaskakuje pozytywnie, ale trzeba być odpornym na tłumy i czasami poczekać kilka minut, żeby zrobić zdjęcie bez ludzi (umiejętność nabyta w Japonii haha), ale prawdziwej Kambodży się tu nie uświadczy. Dlatego kolejny dzień zaczęłam od zapakowania się do minivana w stronę odległej, wschodniej prowincji Ratanakiri.
There’s also a famous Pub Street in Siem Reap, a place offering a wide variety of entertainments (not like THAT! Or maybe?), in the evenings it gets really crowded, everybody’s drinking beer, buying souvenirs and having fun. Nice, easy-giong atmosphere, but… not for O. travelling alone. I love traveling alone and usually I don’t mind, but there I felt sad and lonely as never. Kind of crisis, when you want to drink beer with real person not with your mobile phone, writing emails. No, I’m not a kind of person who approaches some random people and have new friends after 5 minutes. I was told in my guest house about one place where you can watch traditional Cambodian dance show for free and wanted to go, then got depressed and didn’t want to go alone, but finally I went and don’t regret. Final thoughts: Siem Reap is for sure a must-see spot, Angkor is worth visiting, but you need to be resisted to the crowds and be patient enough to wait for few minutes if you want a photo without people in it (this is what you learn in Japan haha), but impossible to experience the real Cambodia there. That’s why I booked a minivan to remote, eastern Ratanakiri province for the next day.

Happy pizza:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pub Street w dzień: / Pub Street, daytime:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pub Street w nocy: / Pub Street at night:

SAMSUNG CAMERA PICTURES SAMSUNG CAMERA PICTURES

Pooglądane: / Watched:

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s